Menu

Rysuję, bo lubię

Rysuję bo lubię, może nie umiem ale się staram i to lubię.

Dobre i złe wieści...

ana.taka.ja

Zła jest taka, że nie podołałam wyzwaniu i nie narysowałam tych 49 rysunków wam obiecanych, do tego w połowie czasu trwania wyzwania doszło do rozwiązania zaręczyn i zerwania z moim narzeczonym i wyprowadzki z powrotem do moich rodziców, do tego tego samego dnia straciłam najlepszą przyjaciółkę, bo odeszli razem. Wiedza jak bardzo mnie to zabolało i do tej pory się jeszcze nade mną znęcali psychicznie mówiąc jacy to oni są szczęśliwi i planują ślub. Przyznam, że nadal mnie to boli mimo, że minęło już ponad półtora miesiąca od tamtego dnia, wspomnień nie wymarzę z pamięci ani tych z nim ani z nią. Nadal mam zdjęcia z nim w telefonie, w komputerze, na facebooku. Nie usunę ich, bo to wszystko wspomnienia i moja osobowość. To co było już nie wróci, ja to wiem, ale właśnie ten rok, co z nim byłam, ma dla mnie bardzo duże znaczenie: miałam prace, jedną drugą, tą drugą mam do tej pory i to właśnie on mi ją polecił, proponował, żebym jednak spróbowała i nie żałuję do tej pory czyli już 4 miesiące, piąty już leci, wspólne mieszkanie, wyjazdy, wycieczki...

Ale życie toczy się dalej, prędzej czy później wyzdrowieję z niego i przestanę wspominać, od dwóch tygodni już nie płaczę za każdym razem kiedy go wspominam, czy myślę kiedy do mnie napisze, albo kiedy patrzę na jego zdjęcie. ostatnio widziałam go w autobusie, wtedy się rozpłakałam. A wcześniej na Święta u jego siostry, z którą utrzymuję kontakt mimo, że to jego najbliższa rodzina, traktujemy się jak siostry, a jej dzieci mnie uwielbiają :) Jako jedna z niewielu osób została ze mną i mnie wspiera, a dzieci niewiele jeszcze rozumieją i dalej nazywają mnie ciocią.

Dobra wiadomość jest taka, że pewien chłopak, nie ważne teraz kto, po kilku dniach, dokładniej 12 dniach, zadeklarował swoją chęć posklejania mi serducha, bycia razem, żebyśmy nie musieli więcej myśleć i wspominać co nas spotkało. Mieliśmy bardzo podobne przeżycia i doświadczenia, a tacy chyba powinni trzymać się razem. Jednak to chyba jest dla mnie za wcześnie bo teraz, po miesiącu czasu, niewiele czuje, nie potrafię powiedzieć "kocham", i chyba jeszcze długo nie będę umiała, nadal wspomnienia mnie trzymają, staram się jak mogę, ale to dla mnie za trudne. Jeśli to czytasz, to przepraszam, już to wszystko wiesz ode mnie osobiście.

Następną dobrą wiadomością jest to, że jeden rysunek z wyzwania zrobiłam taki większy, jestem z niego dumna i jestem w szoku, że nadal potrafię posługiwać się kredkami xD W tym roku, miesiącu styczniu, zrobiłam dwa ...ee... rysunki? Zrobiłam dwustronną zakładkę magnetyczną w prezencie dla mojego obecnego partnera, już ją dostał, zakładka przedstawia wspinającego się na stertę książek Goku z Dragon Balla, chyba wszystkim znanego anime. Obecnie robię drugą już zakładkę magnetyczną, przedstawia motyla. Kiedy ją skoncze pokaze wam obie zakładki i ten rysunek co go zrobiłam do mojego nieudanego wyzwania. Obie zakładki sa dla kogos dlatego tylko zrobie zdjecie i dam je osobie dla której ma ona być. Po czym wstawie na bloga i będziecie mogli je ocenic i brac z nich inspiracje do swoich projektów :D Do tego mam już w planach kolejna zakladke tym razem dla siebie i to będzie chyba najtrudniejszy projekt jaki zrodzil mi się w glowie dzięki pomysłowi mojego obecnego partnera.

EDIT
Jest dziś 20 lutego. Ostatni zapis tego tekstu to 21 stycznia… Nie podoba mi się to jak sama podchodzę do swojego bloga, że postanowiłam sobie, że będę pisać co tydzień nowy post a tu miesiąc, dwa, trzy a tu nic się nie pokazuje. O co chodzi? Właśnie miedzy innymi o to co pisałam wyżej. Zmiana partnera, brak weny, dalsze problemy z ex… ehh.. Widać nie może beze mnie żyć, tym bardziej że sam odszedł. To już jest 3 miesiąc bez niego a ten dalej zatruwa mi życie. Możecie wywnioskować z mojego tonu pisania, że już z niego wyzdrowiałam, jedyne co zostało to wspomnienia a już prawie nie pamiętam prawie jego głosu. Szkoda i nie szkoda. Szkoda że tak szybko zapomniałam o jednej z ważniejszych osób dla mnie, a nie szkoda bo przynajmniej tak często nie wspominam i nie myślę o nim aż tyle, co wcześniej.

Dostałam natchnienia (znowu) na narysowanie czegoś, ale ręka już zapomniała jak się rysuje, bo co się zabieram za szkic to ciągle coś poprawiam, kreska, źle, gumka, kreska, źle, gumka. Naprawdę można stracić motywację pomimo pomysłu, gotowego planu w głowie. Natchnienie wzięłam z serialu, co kiedyś puszczali na Jetix’sie, a jego premiera była 2006 roku (jeśli komuś się chce, to zapraszam do szukania i pochwalenia się w komentarzu :) ). Kiedyś już zrobiłam jeden rysunek po obejrzeniu tego serialu, ale go wam nie pokazałam, kiedy skończę ten, co próbuję zacząć, to pokażę wam oba, ocenicie, który lepszy i który z nich jest starszy, takie małe wyzwanie dla was.
Niestety podejrzewam, że ten drugi mi nie wyjdzie, bo będzie zawierał elementy, które najgorzej mi idą w rysowaniu, tu już macie podpowiedź, ale postaram się jak najlepiej, właśnie dla was, tych którzy to czytacie :)

~Ana

© Rysuję, bo lubię
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci